Przydrożne karczmy nigdy nie świeciły pustkami.Szczególnie w dni takie jak dzisiaj, kiedy z całego kraju napływały tysiące ludzi.Wszystko za sprawą jednego, małego człowieczka -nowonarodzonej księżniczki, którą para królewska ma zamiar przedstawić.Chorążowie państwa Rugijskiego przybywają na ucztę udowadniając swą wierność, i korzystając z okazji do wychylenia kielicha.Jak na każdej większej uroczystości ktoś zginie.Ale kto?
-Obstawiam kogoś z pogranicza -krzyknął ze śmiechem mężczyzna, rzucając miedzianą monetę na stół.- Najlepiej tego lorda z ohydną mordą, który zawsze krzywi się na widok trupów. -towarzystwo ryknęło, ktoś stłukł kufel, zagrała muzyka.
O stosik monet stuknął nowy pieniążek.
-Nie, ten lord jest zbyt ważny dla wszystkich.On trzyma w garści granice państwa.-na chwilę gwar ucichł.- Sztuka srebra na Lorda Heymonta.Wiecie, tego z wiochy pod górami.-długowłosa dziewczyna uśmiechnęła się.
Gdy przechodziła w głąb karczmy, klepano ją w plecy, ustępowano miejsca przy ławie, każdy się cieszył na jej widok.Natychmiast napełniono jej kufel i podano jadło.
-Witaj, Cera! Jak układają się twoje sprawy?
-W porządku, znalazłam dziś przypadkiem całkiem dobrego wierzchowca.
Ściślej mówiąc, zwierzę było odebrane rycerzowi, którego chwilę wcześniej zabiła.Chwytanie osób wyjętych spod prawa to niezbyt urokliwa praca.Szczególnie, gdy ci są cichymi zabójcami i łupieżcami, którzy mają wszędzie wtyki oraz przyjaciół.Biada wszystkim rycerzom.Znajomy karczmarz zdążył ją poinformować o zagrożeniu nim zasiadła pod ścianą, w najgłębszym kącie bez ucieczki.
-Wiesz, że nie o to pytam.Uda ci się dzisiaj zakraść do zamku, by zobaczyć tego bachora?
-Oczywiście, dlaczego by nie?Może nawet go wykradnę. -rzuciła z uśmiechem.
W tym samym momencie do środka wszedł rycerz Gwardii Królewskiej.Mam nadzieję, że to nie po mnie.Najwidoczniej właściciel myślał tak samo, ponieważ spojrzał na nią wymownym wzrokiem.
-Flays, on jest rycerzem królowej.A wiesz co to oznacza? -szepnęła- Perłowy koń.-i wybiegła z karczmy.
-Co za dziewczę.Wiadomo, że dama z niej żadna, ale zrabowała już chyba połowę rugijskich wierzchowców! -zaśmiał się głośno.
-Powiadają, że ma sto twarzy zwierzęcych.
Spod ściany wysunął się cień.Mężczyzna, około czterdziestu lat, ze skórą tak twardą, jakby była wygarbowana.Miał krótki zarost, nadal gęste włosy, niski głos.Odziany był w lniane ubrania nakryte kolczą koszulą, a na pasie zawieszony miecz i sztylet.
-Niedługo te twarze zostaną jej odebrane -powiedział cicho- Odebrane, rozumiecie?!Niedługo Cerydwenna padnie swą własną ofiarą!A potem spali także was! Zmieni się w smoka, a jej ciało buchające żarem zacznie się zwęglać!-teraz darł się na całą karczmę.Widocznie gościom, a szczególnie stałym bywalcom się to nie spodobało.Dwóch rosłych chłopów ruszyło szybkim krokiem ku niemu.Ten w obawie o życie wyciągnął miecz -jednak zrobił to tak nieudolnie, że uderzył rękojeścią w ścianę, a ostrze wysunęło się tylko do połowy.Zrezygnował z miecza i sięgnął po sztylet.Ze strachem i drżącymi dłoniami cofał się co raz bardziej w stronę wyjścia, jednak drzwi zastawił jeden z pobratymców chłopów.
-Flays -powiedział jeden z nich- Wieszać?
-Ku przestrodze. -rzucił, a potem dodał z obrzydzeniem- Tylko nie obok wejścia.Bardzo nie lubię zapachu zgnilizny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz