Jasna, prawie biała skóra -ludzka.Tylko zielone pukle lasu, przejawy szmaragdowych łusek na plecach i pochodzenie zachowały jej życie.Matką była Andariena, przywódczyni Córek Żywiołów wody, roślin i powietrza.Z tego powodu Nimfa rozkoszowała się świeżym powietrzem już piętnastą wiosnę.Nie otrzymała magicznego chrztu, z którego formalnie wynikłoby nad czym panuje, ale jej lodowate oczy to zdradzały; każdy o tym wiedział.
Cały czas była piętnowana ze względu na kolor skóry i brak magii.Pomiatano nią, bito, i uprzykrzano życie za plecami Andarieny.Ukrywała to, by nie zdenerwować żadnej z sióstr.Dobrze pamięta dzień, w którym otrzymała poprzeczną pręgę na twarzy.
-Sprawdźmy, ile przeżyje pół-człowiek bez dotykania ziemi -powiedziała Varia zakręcając blond pasmo na palcu.A potem rzuciła czar na wszystkie rośliny ziemne, aby chwytały i dusiły Nimfę za każdym razem, gdy próbowała zbliżyć się do gruntu.Spędziła tak długie tygodnie, do perfekcji opanowując sztukę wspinaczki.Musiało minąć sporo czasu, nim znalazła sposób.
Ostrożnie zeszła z drzewa.Paprocie już wyciągały po nią swe macki, jednak ona rzuciła w nie tysiącami odłamków lodu.Trawa próbowała ją pochwycić, jednak Nimfa zamroziła cały jej pas.Oset starał się wspiąć po łydkach, jednak ona wbiła w niego sople lodu.W przypływie gniewu kolorowe kwiaty zmieniły kolor na jasnoniebieski, za jednym jej życzeniem.Varia nie była z tego zbyt zadowolona, toteż w mgnieniu oka odnalazła pół-człowieka, i sztyletem rozpłatała jej skórę -od lewego policzka, przez środek nosa, aż po prawy policzek.Została po tym długa, różowa smuga, przypominająca o posłuszeństwie.
Od tamtej pory Nimfa nigdy się nie sprzeciwiła, choć minęło już tyle lat.Jej głowę zaprzątały marzenia o wolności, innym świecie i wyrwaniu się z tego lasu.Na domiar złego otrzymała najgorszą możliwą funkcję do spełnienia -miała wabić ludzi głęboko w bagna, gdzie dopadały ich jej siostry, rusałki.Zawsze, gdy nadarzył się jakiś wędrowiec nie oglądała się za siebie.Ani wtedy, gdy zapatrzony w zielone włosy i bladą skórę pędził co sił, ani też gdy wpadał w toń, zabijany przez nagie kobiety.
Jej matka nigdy nie interesowała się losem córki.Jako tak ważna osobistość okryła się hańbą, sypiając z człowiekiem, i wydając na świat dziecko z łona.Bowiem w świecie natury i magii, owianym tajemniczością, narodziny dziecka wyglądały zupełnie inaczej, niż w tym ludzkim.Tutaj należało pójść do wieszczki w samym środku boru i spytać, gdzie można znaleźć Dziecięce Ziarno.Jeżeli ta uzna cię za godnego rodzica, wskaże miejsce.Potem trzeba szukać pulsującej światłem drobinki, następnie nosić przy sercu przez trzy dni, a na samym końcu zakopać w specjalnym, bezpiecznym gaju, i odczekać dziewięć miesięcy.Po takim czasie z korony drzewa wyłoni się zawiniątko w liściach, płaczące i stękające.Ten gatunek nie znał miłości damsko-męskiej, a jedynie matczyną.
Pewnego dnia, gdy Nimfa siedziała na skraju lasu, czekając na kolejną ofiarę, pierwszy raz w życiu spostrzegła mężczyznę, a raczej chłopaka.Wysoki, blady jak ona, z kruczoczarnymi włosami i oczami, ubrany jedynie w czerń i żelazną siatkę.Wymachiwał kawałkiem skały, może stali, kto wie co to było? Jednocześnie przemykał się tam i ówdzie, znikał i pojawiał się, jak cień.Dzięki swojemu wysiłkowi zdobył cały wóz pełen tobołków.Po chwili zaczął iść w jej stronę.Spanikowała, i skryła się kawałek dalej, za drzewem.Gdy młodzieniec doprowadził konia z wozem bliżej, usiadł w tym samym miejscu co ona poprzednio.W zdziwieniu zupełnie zapomniała się, i wyszła na ścieżkę, a on ją zobaczył.Oczy mu się zaskrzyły, pojaśniały, a na twarz wstąpiła błogość.Nimfa błagała go, żeby przestał, machała rękami, zaprzeczała, nawet pokryła się cała lodem, by go nie wabić, ale nic z tego.W akcie desperacji posłała ku niemu buch lodowatej pary, i sama zniknęła za obłokiem.Na jej nieszczęście Varia to widziała, i nie omieszkała ponowić blizny.Już dość.
Gdy blizna jeszcze krwawiła, Nimfa udała się do Andarieny na skargę.Ręce jej się trzęsły, gdy była co raz bliżej tronu, usta drgały bez kontroli, mrugała nerwowo.Wylegujące się obok kobiety o niebieskiej skórze patrzyły na nią ze zdziwieniem i pogardą.Stanęła niemalże pod tronem, i chciała zacząć, jednak z jej ust wyrwał się krótki jęk.Za plecami słychać było chichot i śmiech.Zaczęło gromadzić się co raz więcej stworzeń tworząc gruby pierścień, aż w końcu zdobyła się na odwagę.
-Matko, Andarieno -kobieta siedząca na drzewnym tronie, okryta skórami skrzywiła się, słysząc to- Nigdy się do ciebie nie odzywałam, bojąc się twej reakcji, ale jestem.Pierwszy raz od piętnastu wiosen.Zechciej mnie wysłuchać. -skinęła głową na znak pozwolenia- Czy widzisz pręgę na mojej twarzy, i sączącą się z niej krew?To uczyniła Varia. -w tłumie przebiegł szmer niezadowolenia, ale zostali uciszeni.
-Sprzeciw! Ta maszkara, pół-nimfa kłamie!Nie zrobiłam jej tego! -wykrzyknęła blond włosa dziewczyna.
-Jaki masz na to dowód? -Nimfa w przypływie wszystkiego nie zdążyła niczego przygotować.Jednak jej błyskotliwa natura dopomogła.
-Matko, zezwól na egzekucję sprawiedliwości.
Nimfy zaczęły wykrzykiwać obelgi, rusałki były oburzone, sylfidy wprawiały w ruch martwe dotychczas powietrze, zapanował ogólny chaos.Andariena podniosła rękę.
-Tak się stanie.
Obie dziewczyny pochwyciły pnącza wyrastające spod ziemi, oplatając je.Na Varii zacisnęły się pewnie i mocno, ale te na przeciwniczce bały się chłodu i lekko zawisły.Oczy sądzącej władczyni zapłonęły krwawym blaskiem.Jej usta, włosy i łuski zabarwiły się na czerwono.Po chwili przemówiła
-W obliczu wszystkich tu zebranych i samej Matki Natury, przyrzeknijcie mówić prawdę.Inaczej z miejsca zginiecie. -gdy pokiwały głowami, mówiła dalej- Niejaka...Nimfa, oskarża Varię o uczynienie blizny na twarzy.Ta temu zaprzecza.Nasza Matko, sprawiedliwa i czysta, osądź je według swojej woli.
Wyrok był wiadomy.Blondwłosa kobieta wyzionęła ducha, ściskana przez kolczaste ciernie.Wykrwawiając się przeklinała Nimfę, jej życie, czyny, i poprzysięgła zemstę.Choć krzyczała przekonująco, nic się nie spełniło przez najbliższy rok.
Po stracie jednej z cór, Andariena pogrążyła się w żałobie.Zadręczała się myślą, że zezwoliła na sąd.Szepty lasu niosły plotki, jakoby ta miała udać się do wieszczki po nowe ziarno.Starucha natomiast powiedziała jej coś niezadowalającego:
"Jedno zostało nieodchowane, zmieszane z błotem i zdeptane.Jego serce pokryło się rzadkim darem wprost od Derhan, bogini zapomnianych, nie od ciebie.Ziarno, choć małe i niepozorne, odrodzi się w pełni sił i zedrze z ciebie skórę, następnie poniży w cierpieniu.To będzie koniec twojej krwi.Nastąpi wiek Renifera."
Oczywiście nie otrzymała tego, po co przyszła.W szale zamknęła bramy lasu, a każdy, kto próbował wejść lub wyjść tracił głowę, niezależnie od gatunku.Od ówczesnego dnia Andariena nadal płonęła szkarłatem.Nikt nie odważył się do niej podejść.To już przeszło rok, jak siedzi bez ruchu, zapewne analizując słowa przepowiedni.Codziennie wysyła pięć wojowniczek, by zabiły ziarno -Nimfę.Nie powróciła żadna, z wyjątkiem kilku niosących wiadomość pokojową.
Ostatnio do niej nadesłane zostało dziecko.Mała sylfida, przerażona i bezbronna.Z trudem wyjąkała do zielonowłosej kobiety siedzącej na drzewie treść: "Nie liczę na to, że się poddasz.Sumiennie zabijasz moje wojowniczki.Wiedz, że cię znajdę i dopadnę osobiście.".Po tym dziewczynka rozpłakała się i usiadła drżąc.Nimfa nie miała serca odesłać ją z powrotem.Takim sposobem uzyskała pierwszą towarzyszkę od wielu dni.Po jakimś czasie, wesołą i pogodną dziewuszkę odesłała z wiadomością.
Tak właśnie, po raz pierwszy od dawna, spotkała się z prześladowczynią.Andariena w płaszczu ze skór zwierzęcych zawitała do jej zakątka, omiatając spojrzeniem każdy cal.
-Jak ci się tu podoba, pogardliwa matko? -powiedziała Nimfa, wskazując stosy ciał.Kobieta z obrzydzeniem i jednoczesnym smutkiem popatrzyła się na swoje martwe córki, które wysyłała by ją zabić.- Nauczyłam się sztuki wabienia, zmylania, wspinaczki i walki dzięki Varii -splunęła- A raczej przez nią.Twoje wojowniczki nie miały szans.-zeskoczyła na ziemię- Przyznam, że zajęło ci trochę czasu, nim potwierdziłaś swoje groźby przybycia.
-Żałuję, że nie zabiłam cię wraz z dniem narodzin.Już przy poczęciu sprawiłaś mi wile bólu, a teraz jawnie wbijasz mi nóż w serce.Córki -brać ją!
Tymczasem Nimfa tylko na to czekała.Stuknięciem piętą o podłoże obróciło wszystkie kobiety w bryły lodu, wprawiając je w bezruch i oszołomienie.Gdy ostatnie buchy pary z ich ust ulotniły się, przemówiła
-Teraz jesteśmy same.Pokaż mi siłę królowej -powiedziała prowokacyjnie- Zrań mnie, przetnij, zabij.
Andariena zrzuciła z siebie skóry, odsłaniając ciało.Nie było smukłe i ładne, ale otłuszczone i poprzecinane rozstępami.To już był dla niej wyczyn.Przełknęła łzy, i rzuciła się do ataku.
Za technikę obrała sobie tworzenie bagien, topielisk i ruchomego gruntu.Byłoby to mądre, gdyby nie fakt, iż Nimfa była obdarzona lodowym talentem.Bez większego wysiłku zamroziła wszystkie wodne twory, i odparła natarcie.Na ręce uplotła miecz z lodu -zimny, szybki i ostry.Niech ucieka tak, jak ja przed Varią.Królowa zaczęła biec co raz dalej i dalej w głąb lasu, w kierunku swojego tronu.Wprawiała korzenie roślin w ruch, utrudniając pościg, choć nieznacznie.
Koniec drogi równał się końcowi litości.Nimfa zamroziła podłoże, i Andariena runęła na twarz.Młoda pół-ludzka dziewczyna z lodowatym ostrzem podeszła bliżej, wprawiając z dygotanie przeciwniczkę.
-Matka i córka, co? -powiedziała ze smutkiem w głosie i uśmiechem na twarzy- No to bądźmy, jak matka i córka. -przejechała mieczem po głowie kobiety.Od lewego policzka, przez nos, aż do prawego policzka.Dwa razy.- To, co właśnie uczyniłam jest niczym, w porównaniu do odrzucenia przez matkę, szykanowania i poniżania przez piętnaście lat...ale to, co zrobię, może być czymś podobnym. -i wbiła jej lód w gardło.Gorąca krew nie zdołała roztopić ostrza podtrzymywanego magią.
Nimfa dopiero teraz ocknęła się z tego wszystkiego.Cała w czerwonej cieczy, częściowo pokryta szronem stała przed tronem, a zza drzew wyglądały twarze.Młodsze, starsze, lub zupełnie pomarszczone.Płaczące, przestraszone lub zdziwione.Na drżących nogach podeszła do stosu futer, pozostałych po Andarienie, zasiadła, i okryła się nimi.To moment, kiedy trzeba coś wyjaśnić.
-Nie oczekuję, że mnie zaakceptujecie i będziecie tolerować.Wiem, że część z was, o ile nie wszyscy, udacie się na południe Lasu.Nie zdziwi mnie, jeżeli będziecie próbowali zabić pół-człowieka z darem lodu. -z szeroko otwartymi oczami i uśmiechem na twarzy dodała- Ale jestem waszą królową, i to ja wami rządzę.Więc teraz przemawiam: kto chce, niech odejdzie w tym momencie.Wiedzcie też, że powrotu nie będzie.
Tłum się znacznie poruszył.Wydawałoby się, że wszyscy odchodzą, jednak oni tylko rozstępowali się.Na wprost Nimfy stanęła sama wieszczka.Starucha pokryta mchem, porostami, korzeniami i skałami trzymała w rękach okazałą czaszkę.Pomarszczone ręce wyglądały jakby zaraz miały odpaść, a oczy sprawiały wrażenie pustych i ślepych.Nogi były powykrzywiane i suche.Kręgosłup sterczał z pleców jak góry wystają z ziemi.
-Dlaczego nas zaszczycasz? -padła na kolana królowa.Szepty kobiet sugerowały, że ta nie poruszyła się od czasów koronacji Andarieny, czyli około dwustu lat temu.Zagadką pozostaje do dziś, w jaki sposób się porusza.
-Przeżyłam dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć monarchiń -wysapała- Wskazywałam gdzie znajdą ziarna, jak dorastają, uczą się i władają. -stare policzki zapadały się co raz głębiej przy każdym słowie.- Przyszedł i czas na ciebie.
Powlokła nogami z trudem, i włożyła na głowę Nimfy czaszkę renifera, i uklękła.
-Padnijmy przed tysięczną monarchinią Córek Żywiołów wody, roślin i powietrza, Nerhan, drugą tego imienia.
Na dźwięk tych wyrazów Nimfa błyskawicznie podniosła się.Mam imię.Łzy spłynęły po jej policzkach, roztapiając warstewkę szronu.Jej dusza zapłonęła.Uniosła ręce do góry, i cały lód starła z powierzchni lasu.Opuszczając głowę pokłoniła się głęboko, dziękując wieszczce.Lekko pijana swym szczęściem, spytała kim była pierwsza Nerhan.
-To ja -odparła starucha.Zaraz po tym osunęła się na ziemię, siejąc ziarno tajemnicy na zawsze pozostawione bez odpowiedzi.
***
Wizja zniknęła tak samo szybko, jak się pojawiła.Rozmyte strzępki przewidzenia jeszcze zaprzątały jej głowę.Jaka Nerhan?Jestem Nimfa, służka natury.To, co przed chwilą ukazały jej oczy było tak samo wyraźne jak nierealne, bowiem teraz stała przed nią dziewczyna.Srebrnowłosa, całkiem wysoka i młoda.-Lasem nie może władać dziecko, chyba wszyscy się zgodzimy? - Jawna prowokacja, co?Niech sobie nie myśli.Usiądę na tronie na złość.- Uważam, że powinnyśmy dokonać wyboru.Jako wystarczająco dojrzała córka Andarieny Awinf Efr Trahn, Andarieny Poległej Pod Tronem, jestem pretendentką do korony.Znacie mnie dobrze, wiecie, że byłam najjaśniejszym ziarnem, które matka tak kochała.Pomagam słabszym, uczę się szybko, mówię biegle w naszym rodowitym języku, a nawet w leśnej mowie.Tak, tak, nauczyła mnie jej królowa, gdy byłam zupełnie mała.Wniosek jest prosty -przekazywała mi taką wiedzę, bym później zasiadła na tronie.-widocznie zadowolona umilkła.Przez tłum przebiegł szmer potakiwania i ogólnej aprobaty.
-No cóż, nie chcecie mnie, racja.Też nie akceptowałabym bękarta na tronie, na którym właśnie siedzę.Jednakże -to ja go zdobyłam.I będę zasiadać tutaj do momentu, który uważam za stosowny.Jestem krwią z krwi Andarieny, co poradzę. -wzruszyła ramionami z uśmieszkiem na twarzy.
Zapadła długa, męcząca cisza.W końcu ktoś rozpoczął
-Splugawiłaś jej ciało.Męczyłaś prawie rok. -ton podwyższył się- Rozorałaś je, zniekształciłaś. -teraz już krzyczała -A na samym końcu pozbawiłaś życia.Matkobójczyni! -inni również podjęli krzyk.Nie będziesz sobie na to pozwalać, dziewko.Nimfa wyłapała głos z tłumu, i skierowała tam swoje lodowate, przerażające oczy.W oka mgnieniu kobieta stała się lodową bryłą.
-Raniliście mnie piętnaście lat.Srogo zapłacicie. -głos jej się widocznie zmienił.Był teraz złowrogi.Nie mój.- Przez piętnaście miesięcy nastanie zima.Wasza ziemia nie wyda plonu, nie zakwitnie.Drzewa zaczną obumierać, ich wnętrza spróchnieją, ale będą trwać na pamiątkę.Skała rozkruszy się pod naciskiem dłoni, wszelka woda zamarznie.Ponadto spadnie na was zamieć i śnieg.Nawiedzi was śmierć.Będziecie padać jak jętki majowe.Z dnia na dzień co raz więcej i więcej.A na tronie nie zasiądzie już nikt.Macie słowo bogini Derhan. -To właśnie moja prawdziwa, jedyna matka, tak -pomyślała, i padła wyczerpana.